Przed październikowymi wyborami do Sejmu RP, dnia 27. czerwca br. w Domu Nauczyciela w Janowie Lubelskim odbyło się spotkanie Jerzego Wenderlicha - Posła na Sejm RP z liderami, członkami i sympatykami Sojuszu Lewicy Demokratycznej z terenu Powiatu Janowskiego i powiatów ościennych. Poseł Wenderlich jest jednocześnie Wicemarszałkiem Sejmu, a w ławach poselskich zasiada nieprzerwanie od 1993 roku. Z zawodu dziennikarz, jest autorem książki, pt.: „Jak zostać ministrem”.
Obradom przewodniczył Stanisław Mazur - Przewodniczący Zarządu Powiatowego SLD w Janowie Lubelskim, który - otwierając dyskusję, poruszył sprawy, dotyczące trudnej sytuacji finansowej janowskiego szpitala, jak również widma likwidacji PKS-u i janowskiej prokuratury, w obronie której - zdaniem Posła Wenderlicha, pisma i petycje należy kierować do Ministra Sprawiedliwości, bo to właśnie on podejmie ostateczną decyzję.
Na spotkaniu przez ponad półtorej godziny żywo dyskutowano o scenie politycznej, sytuacji gospodarczej kraju, uposażeniu posłów, przedwyborczym programie partii, jak również o jakości nauczania, niedofinansowaniu oświaty, likwidowaniu szkół wiejskich oraz sposobie naliczania subwencji oświatowej. Poruszono również tematy, dotyczące służby zdrowia, rynku pracy, biurokracji (m.in. wieloletniego przechowywania rachunków, np. za prąd czy wodę na wypadek żądania jego okazania przez jakiegoś urzędnika), chybionych inwestycji, chęci przejęcia Lasów Państwowych oraz spółdzielczości wiejskiej. Po spotkaniu, Poseł Wenderlich znalazł czas na chwilę rozmowy.
Dzisiaj sporo Pan mówił o emerytach i rencistach, których przeciętna emerytura czy renta wynosi niecałe tysiąc zł...
Perspektywa emerytur w Polsce jest zatrważająca. Ktoś wyliczył, że ci, którzy przejdą na emeryturę za jakiś czas, otrzymają około 700 zł (bo właśnie tyle będzie wynosiła średnia emerytura) i to też nie wszyscy na te 700 zł się „załapią”. Dzisiaj emeryci słusznie narzekają, bo waloryzacja nie uwzględniła nawet wzrostu cen, a przecież Polski nie dotknął kryzys finansowy. I mimo tego, że Polska nie odczuła kryzysu gospodarczego, to jest jednym z 5. krajów, gdzie deficyt budżetowy jest jednym z najwyższych w Europie, a przypomnijmy, że w tym roku zwiększył się tylko w 5. krajach, a jednym z nich jest Polska (mimo tego, że wg PO była „Zieloną wyspą”). I raptem, na tej „Zielonej wyspie” brakuje pieniędzy na wszystko. Nie tak dawno ukazały się publikacje w fachowej zachodniej prasie ekonomicznej, że Polska znajduje się w bardzo trudnej sytuacji ekonomiczno-finansowej, przez co następne lata dla Polaków mogą być bardzo trudne. Poza tym, system powinien dążyć do tego, żeby te emerytury spłaszczać, a nie tak, jak jest do tej pory, że jedni mają 200 zł wzrostu, bo mają wysoką emeryturę, a inni 30 zł, bo mają niską.
Co pan sądzi o przedwyborczej migracji posłów?
Przez takie właśnie działania próbuje się odsunąć uwagę opinii publicznej od spraw ważnych: od szpitali, autostrad, stadionów czy waloryzacji rent i emerytur. Ja powiem tak: uczciwie spoglądajmy na różne kandydatury, nie dajmy się zwieźć, a tych, którzy zmieniają barwy dla korzyści politycznych, nie uważajmy za jakichś tuzów polityki, których nie da się zastąpić. Bez nich świat się nie zawali. Do mnie też przychodzili ludzie z innych partii, ale ja powiedziałem (przed kamerami), że Sojusz Lewicy Demokratycznej, choćby miał nawet jeden procent poparcia, to i tak to będzie moja partia, a ja będę się starał, żeby to poparcie zwiększyć. I dziś znowu jesteśmy znaczącą siłą polityczną.
Podczas spotkania kilkakrotnie zapytano, czy wyklucza pan możliwość koalicji
z PO lub PiS-em...
Sojusz pracuje zgodnie z opiniami, zgłaszanymi przez ludzi, a - przy budowaniu swojego programu wyborczego, z pokorą tych opinii słucha. Jestem posłem 18 lat i w każdej kadencji (szczególnie przed wyborami) pytają mnie, z kim będzie koalicja. Staram się na ten temat nie wypowiadać, ponieważ rzeczywistość najczęściej przynosi zupełnie coś innego, ale czasami, kiedy twardo oczekuje się ode mnie deklaracji, odpowiadam, że Sojuszowi - formacji pracowitej, ciężko robić koalicję z kłótliwym PiS-em, ale z drugiej strony trudno też robić koalicję z niewiele robiącą PO. Ja wiem, że SLD też popełniało kiedyś grzechy, ale jedno jest pewne: słuchamy ludzi z miasta i ze wsi, a na wsi źle się dzieje. Wieś miała być bogatsza, a zrobiła się biedniejsza - ludzie, jak niegdyś, znowu kupują w sklepach na zeszyt,
a dawno tak nie było.
Panie Marszałku. Mniejsze pieniądze na szpitale, na urzędy pracy dla bezrobotnych - wszystko z myślą o oszczędnościach. Gdzie - pana zdaniem, należałoby ich szukać, czy w ogóle można je znaleźć?
„Zielona wyspa” a na wszystko brakuje pieniędzy?! I teraz postawmy sobie pytanie, co się z tymi pieniędzmi dzieje, czy one są wyrzucane, zakopywane? Nie, one są marnotrawione, bo z jednej strony rząd nie potrafi zarobić pieniędzy, a z drugiej te, które są, marnuje...
Przykład...
Proszę bardzo. Pierwsza sprawa - z powodu opieszałości urzędników Polska straciła okazję do zarobienia dużych pieniędzy z tytułu sprzedaży praw do emisji dwutlenku węgla. Druga - rozrost administracji. Kiedy Sojusz wprowadzał Polskę do UE, opracowano
i wprowadzono w życie około 700 ustaw, ale wtedy nie zwiększyła się armia urzędników. Dzisiaj, kiedy już 7 lat jesteśmy w Unii Europejskiej, rząd zwiększa armię urzędników o 90 tysięcy, a to kosztuje w skali roku około 5,5 miliarda zł. Gdyby rząd nie przyjął tej rzeszy urzędników, nie trzeba byłoby podnosić podatku VAT o 1 punkt procentowy, który spowodował tę drożyznę (ten podatek do budżetu daje też około 5,5 mld zł).
Wróćmy do bezrobocia...
„Zielona wyspa”. Młodzi po studiach mieli mieć pracę, a dziś ma pracę jedynie co piąty młody człowiek po studiach, a w zawodzie, w którym się wykształcił, pracuje co dziesiąty. Tyle się mówi o formach aktywizacji ludzi bezrobotnych, a ja się pytam, jak można walczyć z bezrobociem, skoro kilkakrotnie maleje kwota na jego zwalczanie?!
Jest pan znany z wielu interpelacji, zapytań na mównicy sejmowej...
Jeśli chodzi o moje interpelacje to dawniej, choć było ich więcej, nie zawsze bywały skuteczne, natomiast dzisiaj - choć jest ich mniej, przynoszą pozytywny skutek. Dlaczego? Ponieważ dzisiaj pewne sprawy poruszam w prasie, w różnych stacjach radiowych
i telewizyjnych, a to działanie ma swoją moc - słuchają ludzie, słucha Rząd. Nie ukrywam, że czasem usłyszę w odpowiedzi: „Nie można”, a jeżeli ktoś mi mówi, że „Nie można”, to ja - korzystając z funkcji, którą pełnię (Wicemarszałka Sejmu), kontaktuję się
z ministrami i rozmawiam - może w tym tkwi jakaś siła (śmiech)?!
Dziękuję za rozmowę.
Ja również dziękuję i pozdrawiam.
Rozmawiała: Alina Boś (tekst autoryzowany)